Obudzić się w samym środku
koszarów pracy,
wśród modnie zamaskowanych,
natrętnie zadowolonych,
wiecznie wojujących istot,
to jak narodzić się.
Cała oblepiona dyskursami
z niedowierzaniem
przeciera oczy, chce oddychać...
Nie krzyczy.
Wkrótce nauczy się na nowo
gapić w monitor niewykrywalna.
Ale odrastać tam będzie
przy po cichu zainstalowanych
Poszukiwaniach straconego czasu.
PO CICHU
ODYSEJA
Historię tę już nie raz powtarzano
To nie był taki zwykły bunt
Gdy go na maszcie wieszano
Odezwy pisał, raporty, knuł
Nigdy nie przyznał się,
że wisiał głową w dół.
Policyjne syreny wielkich miast
zamiast równości
strzeżone osiedla dla wybranych kast.
Hej emigranci, korsarze i pijacy
wśród was są tacy,
co chcieliby
waszej krwi, ziemi i pracy
Rodacy!
Dla was moje męczeństwo, czyż nie?
Bezpieczeństwo
tylko to, za prawdę, liczy się...
A myśmy milczeć umieli
A myśmy umieć milczeć musieli
Policyjne patrole coraz większych miast
zamiast wolności
więzienne paragrafy na każdego z nas.
Nie potośmy wiosła łamali.
W milczeniuśmy...
Sam żeś się, wiedz,
na maszt ten wspiął
Tam, gdzie płyniemy
będzie twój dom.
ZEZNANIE JANA ZA ROK 2006
Trzeciego roku działalności
licencjonowanej samodzielnej
w uczęszczanym podziemiu
rozdzielił Jan letnie upały
instalując klimatyzację
(skąd, dokąd, koszt... nieważne!)
tak, że w kawiarni był przyjemny chłodek,
a na zewnątrz skwar.
Dnia dawniej wolnego
podzielił to co chodzi
na to co przychodzi i wychodzi.
Jemu wyszło.
Klient przychodzi...
...zamawia kawę
(skąd, dokąd, ilość... nieważne!)
z cukrem, wciąż z mlekiem
(skąd, dokąd, ilość, koszt... cielaki!)
I siedział tak Jan zastygły
w wystudiowanym (licencjat) uśmiechu
I klient siedział pijąc kawę
(skąd, dokąd, ilość... nie teraz!)
I nie było między nimi różnic
klasowych i w ogóle niczego nie było.
[Przejście podziemne pod Placem Uniwersyteckim w Bukareszcie było tak inspirujące]